Poszukujemy - Odkrywamy

Poszukujemy - Odkrywamy

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Na początek...

Blog  Exploratora będzie raczej nietypowy.
Co jakiś czas pojawią się bowiem na nim informacje, które trafiły do redakcyjnego archiwum, ale z różnych przyczyn nasze zespoły badawcze już raczej nimi nie będą się zajmować.

Eksploracją zajmujemy się bowiem od wielu już lat, za nami setki przeróżnych przygód, spotkań i wyjazdów w teren i teraz, jak określił to obrazowo jeden z kolegów, jeżeli za tematem nie przemawiają sensowne dokumenty, to naszych szanownych czterech liter do samochodu, w celu weryfikacji, pakować już raczej nie będziemy.

Poza tym swego czasu Marek Dudziak, założyciel magazynu „Odkrywca”, zwrócił nam uwagę, że jest chyba lepiej kiedy temat „żyje” niż kiedy dogorywa na dnie archiwalnej szuflady…



I jeszcze kilka uwag: 
  • z oczywistych przyczyn musimy utajniać (RODO) nazwiska informatorów,
  • nie interesują nas opinie, czy ktoś uważa zdobyte przez nas informacje za prawdziwe czy nie,
  • jeżeli ktoś chce dołączyć do zabawy prosimy o kontakt mailowy: explorer@ant.biz.pl; podeślemy temat do opracowania (oczywiście inny niż te z bloga), a później zaprosimy do naszej piaskownicy.

Skarb ze Zgorzelca

 „W dniu dzisiejszym (16 lipca 1947 r. – przypis Redakcji) zgłosił się do Zarządu Miejskiego portier tutejszego Muzeum, narodowości niemieckiej, Hendler Bernard i zawiadomił, że żona jego Hendler Margareta chce zdradzić jakąś tajemnice dotyczącą Muzeum.
Ob. Kozłowski (kierownik Działu Ogólnego Zarządu Miejskiego – przypis Redakcji) natychmiast zawiadomił Burmistrza ob. Turleja Leona i razem z nim udał się celem przesłuchania Margarety Hendler. W wyniku przesłuchania wymieniona oświadczyła, że w okresie ewakuacji Niemców ze Zgorzelca w roku 1944, w nocy, słyszała jakiś rumor w piwnicy i jak stwierdziła, archiwista tutejszy Niemiec Pietsch wraz ze stolarzem zakopali w kupie piasku w piwnicy jakieś rzeczy. Na pytanie co tam robili wymieniona oświadczyła, że nie wie. Wobec tego Burmistrz miasta osobiście zameldował o tym Staroście Powiatowemu, który wydelegował swego przedstawiciela w osobie Kierownika Referatu Kultury i Sztuki ob. Galanta Adolfa i upoważnił do komisyjnego wydobycia i otwarcia zakopanej skrzyni.

Po wydobyciu i otwarciu trzech skrzyń stwierdzono ich zawartość, którą zapisano w niniejszym protokole.”

W skrzyniach znajdowały się złote zegarki, pierścionki, złote monety, paramenty liturgiczne i srebrne tace. Uwagę zwracały zwłaszcza złote monety umieszczone w 45 kopertach – było ich w sumie 401! Zważone z innymi precjozjami ważyły w sumie ponad pięć kilogramów.

Całość, po zaprotokołowaniu została spakowana i przewieziona do siedziby Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Następnie ze Zgorzelca trafiła do WUBP we Wrocławiu, skąd złoto i precjozja przekazano do Biura Finansowego MBP.

No i zaczęły się problemy, bo złoto po drodze… „zaginęło”. Ministerstwo Kultury i Sztuki zwróciło się w tej sprawie do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a z otrzymanych odpowiedzi udało się ustalić, że znalezione w Zgorzelcu przedmioty zostały wydane delegatowi Ministerstwa Skarbu, który zawiózł je do Warszawy. Dlatego też w marcu 1948 r. Główny Inspektor Ochrony Skarbowej zwrócił się do Departamentu III Ministerstwa Skarbu z prośbą o zwrot zabranych przedmiotów, otrzymał jednak odpowiedź, że… w Ministerstwie Skarbu sprawa nie jest znana!

Złoto ze Zgorzelca rozpłynęło się zatem w chaosie pierwszych lat powojennych.

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Miłków – ukryte archiwum

 „Na podstawie zeznań świadka, obywatela Konrada Jancewicza, zamieszkałego we Wrocławiu, miejscem ukrycia rzekomych kosztowności i archiwum ma być podziemie kaplicy usytuowanej na terenie Państwowego Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Miłkowie.

Teren ten do czasów wojny należał do rodziny Ribentropa.

Przeprowadzona rozmowa z dyrektorem zakładu Jerzym Skowrońskim potwierdza wersję o rzekomo ukrytych w rejonie tego zakładu wartościowych przedmiotach z okresu II wojny światowej.

Obywatel Jancewicz oświadczył, iż powyższe informacje uzyskał od obywatela RFN poznanego wczasie jego pobytu w tym kraju u rodziny nazwiskiem Sander. Osobnik, który przekazał informację o ukryciu przedmiotów do 1945 r. mieszkał w Miłkowie i był świadkiem ich ukrycia. Miał od rzekomo dać do zrozumienia obywatelowi Jancewiczowi, by przedmioty wartościowe zachował dla siebie, a do RFN dostarczył znajdujące się tam archiwum z okresu II wojny światowej.

Poszukiwanie a zarazem potwierdzenie danych informacji jest bardzo trudne ze względu na ukształtowanie i rozległość terenu”.

Tyle dokument. W rzeczywistości pałac, w którym po wojnie utworzono dom opieki należał do hrabiego Bernharda von Matuschka. Niepotwierdzone dokumenty wspominają też o rzekomych ukryciach na zboczach góry Grabowiec w pobliżu Miłkowa.



piątek, 24 czerwca 2022

Podziemia Lasu Krapickiego

 Dokument z 1946 r:

„Na skutek rozmów z osobami prywatnymi, w których wspominałem o nagrodach udzielanych przez Ministerstwo Przemysłu za wskazanie ukrytych remanentów zgłosił się do mnie pewien informator, występujący w imieniu jednego z autochtonów z informacjami o dużym obiekcie w lesie Krapickim położonym w południowej części powiatu opolskiego. 

Ośrodkiem tego obiektu ma być wieś Odmęt - rodzina jego mieszka we wsi Odmęt i jest znana w okolicy (chodzi o Otmęt, obecnie dzielnicę Krapkowic – przypis Redakcji). Autochton ów oczekuje za tę informację nagrody i zwrócił się do mnie nie osobiście lecz przez pośrednika z obawy przed zemstą szowinistów niemieckich. Sądząc z pozycji socjalnej osoby pośredniczącej przypuszczam, że nie zachodzi tu wypadek mistyfikacji, tym bardziej że nie stawiano przy tym żadnych wymagań co do wysokości nagrody, pozostawiając jej wysokość do uznania Ministerstwa Przemysłu, o ile te informacje okażą się wartościowe, ani też nie uzależniono ich udzielenia od uprzedniej zgody na wypłacenie nagrody. Natomiast usilnie nalegano na zachowanie tajemnicy (…) szczegółów nie umiał podać jak tylko to, że mieszkańcy wsi Odmęt byli świadkami nieustannego zwożenia Żydów do obozu znajdującego się w pobliskim Lesie Krapickim, a w czasie zbliżania się frontu żyli w ciągłej obawie przed wysadzeniem wsi Otmęt w powietrze, gdyż powszechne było ich mniemanie, że wieś znajduje się nad podziemnymi fabrykami.”

Inne zgromadzone wówczas informacje wspominają, iż miał to być obiekt koncernu Muna, produkującego głownie amunicję. Na pozostałości można natknąć się jeszcze dzisiaj.

Prowadzone po wojnie badania Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich potwierdziły, że w pięciu barakach w zagajniku przy późniejszej ulicy Mickiewicza funkcjonował obóz pracy dla Żydów (około 500 osób). Mieli oni pracować głównie przy budowie autostrady i w fabryce obuwia.

O podziemnych fabrykach na tamtym terenie jak dotąd nic nie wiadomo.

 Zdjęcia:

https://www.wehrtechnikmuseum.de
https://n-land.de/lokales/feucht/sperrgebiet-muna-hat-explosive-vergangenheit
http://nowinykrapkowickie.pl/w/munitionsanstalt-krappitz-muna-na-80-lat


czwartek, 26 maja 2022

Bunkry w Moszczance

 Z powojennych dokumentów archiwalnych:

„Powiatowa Komenda M.O. w Prudniku powiadomiła mnie o pewnym zaminowanym odcinku lasu za wsią Moszczanka (Wielkie Mosty, powiat Prudnik), w którym znajdują się bunkry. 
Po zbadaniu i zorientowaniu się na miejscu skonstatowałem:
W odległości 1 km od wsi Moszczanki między grupami lasów znajduje się odcinek lasu zaminowany jeszcze przez Niemców i ogrodzony drutem kolczastym (obecnie pozostały same pale i w pewnych jedynie miejscach druty).Z powodu gęstych zarośli tylko w jednym miejscu dostrzegłem bunkier w głębi lasu. 

Najcharakterystyczniejszą rzeczą jest to, że front tamtędy nie przechodził i Niemcy przez zaminowaniem lasu ewakuowali ludność ze wsi Moszczanki i Nowej Wsi. Zapatrywania na prace, jaką Niemcy musieli wykonać w tym lesie są zgodne (Ob. Wilk, mieszkaniec wsi Moszczanka, który przeżył całą wojnę na tym terenie i Pow. Kom. M.O. w Prudniku ob. por. Furgoł, który niejednokrotnie dociekał sedna tej sprawy).

W ciągu tygodnia Jednostka Wojskowa w Nysie ma odminować wyżej wymienione lasy.”

Dalsze losy działań na tym terenie w dokumentacji się nie zachowały.