Poszukujemy - Odkrywamy

Poszukujemy - Odkrywamy

środa, 23 listopada 2022

Na początek...

Blog  Exploratora będzie raczej nietypowy.
Co jakiś czas pojawią się bowiem na nim informacje, które trafiły do redakcyjnego archiwum, ale z różnych przyczyn nasze zespoły badawcze już raczej nimi nie będą się zajmować.

Eksploracją zajmujemy się bowiem od wielu już lat, za nami setki przeróżnych przygód, spotkań i wyjazdów w teren i teraz, jak określił to obrazowo jeden z kolegów, jeżeli za tematem nie przemawiają sensowne dokumenty, to naszych szanownych czterech liter do samochodu, w celu weryfikacji, pakować już raczej nie będziemy.

Poza tym swego czasu Marek Dudziak, założyciel magazynu „Odkrywca”, zwrócił nam uwagę, że jest chyba lepiej kiedy temat „żyje” niż kiedy dogorywa na dnie archiwalnej szuflady…



I jeszcze kilka uwag: 
  • z oczywistych przyczyn musimy utajniać (RODO) nazwiska informatorów,
  • nie interesują nas opinie, czy ktoś uważa zdobyte przez nas informacje za prawdziwe czy nie,
  • jeżeli ktoś chce dołączyć do zabawy prosimy o kontakt mailowy: explorer@ant.biz.pl; podeślemy temat do opracowania (oczywiście inny niż te z bloga), a później zaprosimy do naszej piaskownicy.

Tajemnica zamku w Lipie

 Jedna z notatek polskich tajnych służb wspomina o zamku w Lipie koło Bolkowa:

„W miejscowości Lipa znajduje się średniowieczny zamek zakupiony przez mieszkankę Wrocławia ob. Rosowską Bognę – wdowa po wyższym oficerze SS.
Obok zamku znajduje się stara, zasypana kopalnia złota, której właścicielem był w przeszłości obywatel narodowości niemieckiej.
Z przeprowadzonych rozmów z mieszkańcami tej miejscowości wynika, że w zamku tym w okresie okupacji przebywali oficerowie SS i przed ucieczką z tych terenów zakopali w tym obiekcie samochód osobowy z ważnymi dokumentami”.

Zamek w Lipie został wzniesiony prawdopodobnie w XIV w. – pierwotnie była to wieża mieszkalna otoczona budowlami pomocniczymi. Pierwszą przebudowę – w stylu renesansowym przeprowadzili kolejni właściciele Lipy – rodzina Zedlitz. W 1821 r. część obiektu rozebrano, a materiały zostały wykorzystane w innych budowlach. Kolejną restaurację, w stylu neogotyckim, przeprowadził w XIX w. Rudolph von Stillfried – Rattonitz. Po Ii wojnie światowej zamek powoli był rozkradany i niszczał, aż stał się obecna ruiną.

O ukrytych przez oficerów SS w nim (lub obok) dokumentach nic nie wiadomo…



piątek, 28 października 2022

Żary. Tajemnicze podziemia

 Kolejny dokument z przepastnych archiwów Exploratora. Tym razem dotyczący okolic Żar w lubuskiem:

„Informuje kpt. Potocki, Szef Uzbrojenia 11 Dywizji – Żarów. Koło miejscowości Barszcz, o 3 km od dworca kolejowego na terenie o powierzchni ok. 8 km.2 znajdują się materiały: ok. 2000 beczek napełnionych nieznanym informatorowi płynem (przypuszczam, że są to chemikalia do produkcji prochu).

W okolicy mieszka robotnik zatrudniony podczas wojny w podziemnej fabryce amunicji. Informator rozmawiał z nim osobiście, a mjr. Bykow, szef Sztabu 11 Dywizji, zna jego adres”.

Barszcz, lub też Barść to Zasieki, do 1945 r. dzielnica Forst, na granicy polsko – niemieckiej.

„Do fabryki tej prowadzą tory kolejowe zakończone zapadnią, przez którą wagony dostawały się do podziemia.

Przy stacji Grabik (niedaleko miejscowości Żarów) znajdują się 3 wagony pustych baków prostokątnych (wymiar ok. 80x100 cm) z heretycznym zamknięciem ( w pewnej ilości brak pokryw). Baki te były opakowaniem do zapasowych ładunków prochu.

W miejscowości Kożuchów, w odległości 8 km. na południe od Żarowa mają się znajdować podziemne zakłady amunicyjne, zawierające maszyny, obrabiarki. Nikt tam nie wchodził. Teren zaminowany, jest tablica ostrzegawcza”.

piątek, 30 września 2022

Ukrycie w pobliżu Gross Rosen

 Poniższa relacja została spisana przed laty przez jednego z dziennikarzy Exploratora, który rozmawiał z Tadeuszem S. mieszkającym wówczas w okolicach Lublina:

„Podczas wojny, jako 16 latek, trafił on do obozu koncentracyjnego Gross Rosen.

W pewnym momencie został oddelegowany do pracy przy ukrywaniu jakichś dużych skrzyń i pak.

Wyjeżdżali (było to kilka wyjazdów) z obozu ciężarówką z zakrytą plandeką. Ciężarówki przyjeżdżały po nich już załadowane skrzyniami. Były dosyć ciężkie – musiało je przenosić czterech ludzi. Zatrzymywali się, jak mówił, „na piwo”, pite oczywiście przez konwojentów, w nieznanym mu wówczas większym mieście, w centrum raczej, bo zauważył przez szparę w plandece duży ratusz. Po wojnie rozpoznał go jako ratusz w Świdnicy.

Następnie jechali jeszcze jakieś 40 minut. Najpierw dobrą drogą, później gorszą – lekko do góry i po wertepach, bo trzęsło nimi.

Samochód zatrzymywał się w wąwozie, w którego zboczu widniało wejście do tunelu. Od tego tunelu, na prawo i na lewo, naprzemiennie, odchodziły cztery mniejsze, a od nich, także naprzemiennie, po prawej i lewej, były małe pomieszczenia – w każdym mieściły się obok siebie po trzy – cztery skrzynie. Układane były na podkładach z belek; nie wolno ich było ustawiać jedna na drugą.

Później pomieszczenia te były zamurowywane a kolejna ekipa zamalowywała ściany lub w jakiś inny sposób maskowała wszelkie prace. Po zakończeniu prac zamurowane zostały także boczne tuneliki. Zamurowania te (kruszywo z cementem) miały mieć grubość ok. 3 m (?). Po zamaskowaniu nikt nie pomyślałby, że tam mogły być jakieś komory.

Tadeusza S. kierowano też do sprzątania innych pomieszczeń - od głównego tunelu odchodziły w kilku miejscach kręte schody – zaledwie kilka stopni - prowadziły one do trzech większych betonowych pomieszczeń z podłużnymi otworami wychodzącymi na zewnątrz – wyglądało, jakby były to strzelnice czy otwory obserwacyjne. Tadeusz S. zamiatał te pomieszczenia, opróżniał popielniczki – pamięta, że stały tam jakieś szafki i stojaki. Przez dwie z takich szczelin widział w oddali pasmo gór, a przez inną – jedynie zbocze.

Po wojnie wielokrotnie przyjeżdżał do Świdnicy szukając tego tunelu, ale bezowocnie. Tajemnica jak dotąd nie została rozwiązana.

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Skarb ze Zgorzelca

 „W dniu dzisiejszym (16 lipca 1947 r. – przypis Redakcji) zgłosił się do Zarządu Miejskiego portier tutejszego Muzeum, narodowości niemieckiej, Hendler Bernard i zawiadomił, że żona jego Hendler Margareta chce zdradzić jakąś tajemnice dotyczącą Muzeum.
Ob. Kozłowski (kierownik Działu Ogólnego Zarządu Miejskiego – przypis Redakcji) natychmiast zawiadomił Burmistrza ob. Turleja Leona i razem z nim udał się celem przesłuchania Margarety Hendler. W wyniku przesłuchania wymieniona oświadczyła, że w okresie ewakuacji Niemców ze Zgorzelca w roku 1944, w nocy, słyszała jakiś rumor w piwnicy i jak stwierdziła, archiwista tutejszy Niemiec Pietsch wraz ze stolarzem zakopali w kupie piasku w piwnicy jakieś rzeczy. Na pytanie co tam robili wymieniona oświadczyła, że nie wie. Wobec tego Burmistrz miasta osobiście zameldował o tym Staroście Powiatowemu, który wydelegował swego przedstawiciela w osobie Kierownika Referatu Kultury i Sztuki ob. Galanta Adolfa i upoważnił do komisyjnego wydobycia i otwarcia zakopanej skrzyni.

Po wydobyciu i otwarciu trzech skrzyń stwierdzono ich zawartość, którą zapisano w niniejszym protokole.”

W skrzyniach znajdowały się złote zegarki, pierścionki, złote monety, paramenty liturgiczne i srebrne tace. Uwagę zwracały zwłaszcza złote monety umieszczone w 45 kopertach – było ich w sumie 401! Zważone z innymi precjozjami ważyły w sumie ponad pięć kilogramów.

Całość, po zaprotokołowaniu została spakowana i przewieziona do siedziby Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Następnie ze Zgorzelca trafiła do WUBP we Wrocławiu, skąd złoto i precjozja przekazano do Biura Finansowego MBP.

No i zaczęły się problemy, bo złoto po drodze… „zaginęło”. Ministerstwo Kultury i Sztuki zwróciło się w tej sprawie do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a z otrzymanych odpowiedzi udało się ustalić, że znalezione w Zgorzelcu przedmioty zostały wydane delegatowi Ministerstwa Skarbu, który zawiózł je do Warszawy. Dlatego też w marcu 1948 r. Główny Inspektor Ochrony Skarbowej zwrócił się do Departamentu III Ministerstwa Skarbu z prośbą o zwrot zabranych przedmiotów, otrzymał jednak odpowiedź, że… w Ministerstwie Skarbu sprawa nie jest znana!

Złoto ze Zgorzelca rozpłynęło się zatem w chaosie pierwszych lat powojennych.