Poszukujemy - Odkrywamy

Poszukujemy - Odkrywamy

czwartek, 31 grudnia 2020

Na początek...

Blog  Exploratora będzie raczej nietypowy.
Co jakiś czas pojawią się bowiem na nim informacje, które trafiły do redakcyjnego archiwum, ale z różnych przyczyn nasze zespoły badawcze już raczej nimi nie będą się zajmować.

Eksploracją zajmujemy się bowiem od wielu już lat, za nami setki przeróżnych przygód, spotkań i wyjazdów w teren i teraz, jak określił to obrazowo jeden z kolegów, jeżeli za tematem nie przemawiają sensowne dokumenty, to naszych szanownych czterech liter do samochodu, w celu weryfikacji, pakować już raczej nie będziemy.

Poza tym swego czasu Marek Dudziak, założyciel magazynu „Odkrywca”, zwrócił nam uwagę, że jest chyba lepiej kiedy temat „żyje” niż kiedy dogorywa na dnie archiwalnej szuflady…



I jeszcze kilka uwag: 
  • z oczywistych przyczyn musimy utajniać (RODO) nazwiska informatorów,
  • nie interesują nas opinie, czy ktoś uważa zdobyte przez nas informacje za prawdziwe czy nie,
  • jeżeli ktoś chce dołączyć do zabawy prosimy o kontakt mailowy: explorer@ant.biz.pl; podeślemy temat do opracowania (oczywiście inny niż te z bloga), a później zaprosimy do naszej piaskownicy.

piątek, 20 marca 2020

Tajemnice kopalni w Dzierżysławiu



Dzierżysław to niewielka miejscowość w województwie opolskim, w powiecie głubczyckim, zamieszkana przez zaledwie kilkaset osób. Właściwie nie ma tam żadnych atrakcji poza rezerwatem „Góra Gipsowa” z zachowaną przyrodą stepową, śladami archeologicznymi po kulturze magdaleńskiej i celtach, pierogarnią i nieczynną kopalnią gipsu.

Wydobycie gipsu na skalę przemysłową na tym terenie rozpoczęto w latach 1860/70 – odbiorcami były powstające wówczas cementownie opolskie. Przed wojna kopalnia należała do trzech właścicieli i prowadziły do nie trzy sztolnie upadowe o nazwach: „Ferdynand”, „Ludwik” i „Anna”. Po II wojnie światowej państwowe Zjednoczone Fabryki Cementu przejęły najbardziej rozbudowaną sztolnię „Anna” i na jej poziomach wydobywczych pozyskiwano gips do 1972 r.


Ale wróćmy do 1947 r., kiedy na tych terenach prowadzona była akcja rozminowywania linii Odry. Pod koniec czerwca inżynier Mazur, inspektor Ministerstwa Przemysłu, pisał w sprawozdaniu dla swoich przełożonych:
„Latem 1944 r. Niemcy kazali opuścić wszystkim pracownikom i właścicielowi kopalni okolicę, tworząc obóz złożony z jeńców angielskich, którzy pracowali w tejże kopalni.
Przy opuszczaniu terenu Niemcy zatopili ją, nie mając czasu na wywiezienie żadnych rzeczy ani wyników pracy, jaką wykonywali w głębi pod ziemią Anglicy. Pod tym względem wiadomości są zgodne.
Obecnie jeszcze znajdują się szyny, którymi wjeżdżało się do kopalni, a korytarz podziemny wybetonowany bokami i górą, zalany jest wodą. Ob. Zub kilkakrotnie wjeżdżał na łódce i nie dotarł do żadnego rozgałęzienia by móc stwierdzić  dalszą głębokość (korytarza 1 1/2 m) z powodu zgęszczonego powietrza i wydzielin”.



Współcześnie  od czasu do czasu niektóre fragmenty kopalni nadal są badane przez przeróżne grupy eksploracyjne, trzeba jednak zauważyć, że obecny stan obiektu stwarza poważne zagrożenia związane z obwałami i działaniem wody.

Tak więc już chyba nigdy nie dowiemy się co robili angielscy jeńcy w głębinach Dzierżysławia.

(zdjęcia kopalni: www.czarnadziura.net)

środa, 29 stycznia 2020

Tajemnice Dolnego Śląska – Kotlina Kłodzka


Podczas badań archiwalnych co jakiś czas można natknąć się na interesujące dokumenty, które jednak najczęściej dają bardzo ogólny ogląd sytuacji. Może dlatego zawarte w nich informacje tylko sporadycznie były w jakikolwiek sposób weryfikowane.

Na przykład pod koniec lutego 1949 r. ówczesny burmistrz Dusznik Zdroju oświadczył pisemnie:

„W Dusznikach Zdroju w obecnym Domu Społecznym (dawniej niemiecki hotel) znajduje się wejście do podziemnego korytarza, który ma mieć wyjście w gromadzie Ludowa, około czterech kilometrów dalej.

Na terenie gromady Gromniczna – Podgórze znajdują się dwa bunkry, do dziś nie wykryte.

W gromadzie Szczytnej Śląskiej pod zamkiem „Regina Pacis” znajduje się bunkier i magazyny, do których Niemcy z powiatu kłodzkiego zwozili samochodami cenne rzeczy i materiały wojenne. W zamku znajduje się ruchoma ściana prowadząca do podziemi.


Burmistrz słyszał także od Niemców, że na cmentarzu w Szczytnej znajduje się zakopana przez nich "trumna ze złotem”

Podobno do zbadania tych informacji sprowadzono nawet oficerów niemieckich przetrzymywanych w Moskwie, ale bunkrów nie wykryto.

Natomiast Oswald Gepert, inwalida autochton oświadczył do protokołu, pod koniec marca 1949 r. że "Jest bardzo możliwe, iż w gromadzie Gromniczna w kierunku  granicy czeskiej znajduje się potężny bunkier – niemieckie wojsko prowadziło tam w tajemnicy prace przez prawie dwa lata, a pod koniec wojny w tamtym kierunku przewożono nieznane ładunki”

wtorek, 26 listopada 2019

Ukrycie w Sowiej Dolinie


List do Redakcji był trochę chaotyczny:
„Przez przypadek zostałem wciągnięty w te sprawy (poszukiwań – przyp. Red) przez nieżyjącego już kolegę, z którym pracowałem w kopalni węgla. Pan ten dysponował odręcznymi notatkami i planami dotyczącymi ukrywania kosztowności przez Niemców. (…) Posiadam część odpisów tamtej dokumentacji oraz informacje gdzie i czego szukać”.


Oczywiście odpisaliśmy na list i niebawem w naszej redakcji pojawił się pan Andrzej B. ze Zduńskiej Woli. Niewysoki, suchotyczny, górniczy rencista. Pracował w kilku kopalniach na Śląsku, a w latach siedemdziesiątych przeniesiono go do kopalni Boryna w Jastrzębiu. Dostał mieszkanie na stancji, a nie w hotelu robotniczym; mieszkali tam we dwóch. Po pół roku pan Andrzej zauważył, że jego kolega wydaje wyraźnie więcej niż zarabia. Kiedy pewnego dnia wrócił do domu wcześniej niż zwykle zauważył, że współlokator jest ogromnie zmieszany i czyści szczotką na taborecie metalową kostkę. Kostka była długa na około dwudziestu centymetrów i na wyczyszczonej części pojawiał się napis „Bank”. Sztabka został pocięta na części, które były sukcesywnie sprzedawane jubilerom, aż wszystkie zarobione w ten sposób pieniądze zostały wydane.

Wówczas kolega zaproponował panu Andrzejowi, by udali się wspólnie po następną. Do Jeleniej Góry pojechali osobnymi pociągami, a stamtąd do Karpacza. Poszli do Sowiej Doliny. Około dwustu metrów od granicy Parku Narodowego znajdowała się stara pokopalniana sztolnia – po pół godzinie kolega pojawił się na zewnątrz i w plecaku miał kilka sztabek i kielich wysadzany drogimi kamieniami.


Tak więc życie górników ponownie stało się kolorowe, ale po trzech tygodniach, akurat pod nieobecność pana Andrzeja, na kwaterze pojawili się jacyś smutni panowie i ją przeszukali, a dzień później także i milicja z informacją, że kolega pana Andrzeja wpadł pod samochód i nie żyje.
Po ciało przyjechała mama kolegi – nazywał się Leszek Zych lub Sych. Pytała o… dokumenty i plany, jakie jej syn miał posiadać. Pan Andrzej udawał zdziwionego, ale kilka nich, które wcześniej znalazł, skopiował i schował przezornie koło śmietnika.

Minęły lata. Po skompletowaniu ekipy oczekiwaliśmy na pana Andrzeja na dworcu we Wrocławiu. Po drodze do Karpacza powtarzał opisane wcześniej fakty, a po stromych stokach biegał jak kozica szukając sztolni o których mówił. Bez skutku – istniejące i dostępne przebadała nasza ekipa, konstatując, że to zapewne nie te, skoro nie odpowiadają szkicom.
Skonfudowani i rozczarowani powróciliśmy do Wrocławia, ale po kilku tygodniach pan Andrzej pojawił się znowu, sugerując, że sprawę przemyślał i teraz już na pewno trafi. To było jednak tylko jego zdanie, ponowna wyprawa do Sowiej Doliny ponownie nie przyniosła efektów.


I w zasadzie można by rewelacje Andrzeja B. uznać za kolejne bajania poszukiwaczy skarbów, gdyby nie notatka prasowa z Gazety wyborczej  z 3 marca 2002.r. Otóż na wniosek polskich ornitologów mieszkających w Niemczech (dr Eugeniusza Nowaka) niemieckie Ministerstwo Ochrony Środowiska i Fundusz Ochrony Środowiska Brandenburgii wydzieliło środki na to, by saperzy Bundeswehry wraz z saperami polskimi zakratowali 16 sztolni i bunkrów na terenie Niemiec i Polski, po to, by nietoperze nie były zimą nękane. Zakratowano wówczas także sztolnie w Sowiej Dolinie. Jak relacjonowali świadkowie: ”Widok był niesamowity: do sztolni wjeżdżał konwój kilku wojskowych ciężarówek i samochodów terenowych, wchodzili saperzy objuczenie agregatami spawalniczymi”.

Od tego czasu nietoperze mogą spać spokojnie. Pan Andrzej B. już teraz też.

(Więcej szczegółów w książce Bogusław Wróbla „Nieznane tajemnice III Rzeszy na Dolnym Śląsku)

Na zdjęciach:
- Andrzej B. ze swoimi notatkami
- Jeden ze szkiców wskazujących na ukrycie
- Badanie sztolni w Sowiej Dolinie

środa, 18 września 2019

Platynowy skarb w Jeleniej Górze


Na początku kwietnia 1951 r. do ówczesnego Urzędu Bezpieczeństwa zgłosił się Kazimierz Stawicki składając „Doniesienie obywatelskie”. Kilka dni wcześniej spotkał bowiem swojego kolegę o nazwisku Klekociuk, który osobiście widział, jak w ostatnich dniach wojny Niemcy przywozili coś przykrytego ubraniami roboczymi do budynku przylegającego bezpośrednio do fabryki celulozy w Jeleniej Górze. Samochody te rozładowywali sami Niemcy, nie dopuszczając w pobliże nawet robotników przymusowych pochodzących z innych krajów. Klekociuk zauważył, że były tam między innymi blachy z metali szlachetnych.


Rozpoczęto sprawdzanie tych informacji – okazało się, że dokumentacja techniczna „Zelwolle Phrix” została wywieziona z zakładu pod koniec 1944 i w styczniu 1945 r., najpierw do Hamburga, a później, wskutek bombardowań tego miasta – do Melln nad Elbą. Po przejściu frontu i zajęciu zakładu przez wojska radzieckie niemieccy inżynierowie zapakowali pozostałą część dokumentacji w paczki, które zostały wysłane w głąb Rosji. Po przejęciu fabryki przez administracje polską na terenie pozostały tylko resztki papierów, które trafiły do archiwum Fabryki Wiskozy.


Interesujące jest jednak to, że dyrektor techniczny „Zellwolle Phrix” dr Keisser był widywany w okolicach zakładu jeszcze na początku maja 1945 r.

W trakcie przesłuchań świadków ustalono, że dr Keisser i inni wyżsi inżynierowie fabryki część dokumentów mieli zabezpieczyć w trzech zamkniętych kasach pancernych. Kasy te miały zostać zatopione w stawie obok Szpitala Miejskiego w Jeleniej Górze. Inne ustalenia mówiły, że były to skrzynki z blachy kwasoodpornej, a obok dokumentacji miała się w nich znajdować platyna.
W związku z brakiem konkretnych danych wstrzymano wówczas dalsze poszukiwania…

Na zdjęciach:
- przedwojenny folder przedsiębiorstwa Phrix
- Celwiskoza z opracowania Z. Wąsik i Z. Adamskiego