Poszukujemy - Odkrywamy

Poszukujemy - Odkrywamy

wtorek, 31 grudnia 2019

Na początek...

Blog  Exploratora będzie raczej nietypowy.
Co jakiś czas pojawią się bowiem na nim informacje, które trafiły do redakcyjnego archiwum, ale z różnych przyczyn nasze zespoły badawcze już raczej nimi nie będą się zajmować.

Eksploracją zajmujemy się bowiem od wielu już lat, za nami setki przeróżnych przygód, spotkań i wyjazdów w teren i teraz, jak określił to obrazowo jeden z kolegów, jeżeli za tematem nie przemawiają sensowne dokumenty, to naszych szanownych czterech liter do samochodu, w celu weryfikacji, pakować już raczej nie będziemy.

Poza tym swego czasu Marek Dudziak, założyciel magazynu „Odkrywca”, zwrócił nam uwagę, że jest chyba lepiej kiedy temat „żyje” niż kiedy dogorywa na dnie archiwalnej szuflady…



I jeszcze kilka uwag: 
  • z oczywistych przyczyn musimy utajniać (RODO) nazwiska informatorów,
  • nie interesują nas opinie, czy ktoś uważa zdobyte przez nas informacje za prawdziwe czy nie,
  • jeżeli ktoś chce dołączyć do zabawy prosimy o kontakt mailowy: explorer@ant.biz.pl; podeślemy temat do opracowania (oczywiście inny niż te z bloga), a później zaprosimy do naszej piaskownicy.

środa, 15 maja 2019

Zatopione wraki


Wielkie tajemnice zaginionych dóbr kultury i wartości materialnych wiążą się nie tylko z tajemniczymi tunelami, jaskiniami czy ukrytymi pod ziemią skrytkami – wiele z nich zostało bowiem zatopionych podczas transportu czy ucieczki drogą wodną.

„Pierwszym śladem były informacje żołnierzy wojska Ochrony Pogranicza mówiące o tym, że w wodach, a raczej mule jeziora Stolec w województwie szczecińskim na pograniczu Polski i NRD znajduje się aliancki samolot. Na miejsce przyjechała grupa dwudziestu polskich i radzieckich płetwonurków – uczestników podwodnego zgrupowania organizowanego przez Główną Kwaterę ZHP i Konsomoł. Na głębokości trzech – czterech metrów wbita w muł znajdowała się amerykańska superforteca lotnicza B-17f, która w nocy z 28 na 29 maja 1944 r. bombardowała fabrykę benzyny syntetycznej w Policach. Płetwonurkowie odnaleźli i wyciągnęli na brzeg niektóre elementy wyposażenia między innymi radiostacji, uzbrojenia, kabiny pilotów. Wyciągnięto tylko część – samolot wbił się bowiem bardzo głęboko w dno jeziora”.


Inna relacja mówi o samolocie który wyleciał, być może jako jeden z ostatnich, z oblężonego w 1945 r. Królewca:

„Dornier 24 miał lądować  po drodze w Kołobrzegu i w pobliżu tego miasta został strącony wpadając do jeziora w Resku Pomorskim. Podczas pierwszej wspólnej wyprawy w 1987 r. wydobyto materiały świadczące, iż zatopiony tam samolot leciał z Królewca do Kołobrzegu”.

Swego czasu współpracujący z Redakcją pan Józef P. natrafił w archiwach na niepublikowane nigdzie informacje dotyczące Zalewu Wiślanego, datowane na wiosnę 1949 r.:

„Na terenie Zalewu Wiślanego za wioską Nowa Pasłęka znajduje się zatopiona kolumna wojsk niemieckiej dywizji pancernej. Na głębokości siedmiu metrów nurek znalazł cmentarzysko różnego rodzaju pojazdów mechanicznych. Wraki leżą dość gęsto i poszukiwania mogą odbywać się w krótkim promieniu. Nurek nie posiadał latarki. Powiedział, że widoczność pod wodą była słaba i poszukiwania musiały odbywać się na macanego.
Przy tych badaniach tytułem próby wyciągnięto z wody agregator (pisownia oryginalna) na samochodzie na dwóch podwójnych kołach. Jednocześnie wyciągnięto ciągnik – traktor na czterech kołach „Lenz Bulldog”. Stan obiektu dobry, mimo porostu mchami i muszlami. Gumy trzymają powietrze i są w stanie zdolnym do użytku, jak również motory nadają się do remontu”


Do początku lat pięćdziesiątych nie prowadzono na tym terenie żadnych prac. Co było później i czy w ogóle coś było – to jest pytanie do zainteresowanych nurkowaniem w tamtym akwenie.

(Zdjęcie czołgu - National Geographic)

środa, 17 kwietnia 2019

Skrzynie z muzealiami zakopane w Pożarzycach


Pożarzyce to niewielka wioska, a właściwie wioska i przysiółek, leżące w pobliżu Jordanowa Śląskiego na Dolnym Śląsku. Na ich temat w archiwach IPN zachowały się ciekawe dokumenty:

 „W 1983 r uzyskano informacje, że do tej miejscowości bardzo często przyjeżdża ob. zachodnioniemiecki Kaiser Horst, który każdorazowo udaje się do w/w żwirowni (chodzi o żwirownię znajdującą się w pobliżu Pożarzyc – przyp. Red). W wyniku przeprowadzonego rozpoznania przy pomocy osobowych źródeł informacji uzyskano dane mówiące, że podczas styczniowej ofensywy wojsk radzieckich do żwirowni usytuowanej za wioską przyjechała w dużym pośpiechu niemiecka kolumna samochodów ciężarowych eskortowanych prawdopodobnie przez formację SS. SS-mani zgonili ludność cywilną i przy jej pomocy ukryli w żwirowni przywiezione skrzynie  mające zawierać zrabowane dobra kultury świeckiej i sakralnej. Miejsce to zostało zaminowane a następnie zasypane, a biorącą w akcji ludność Pożarzyc rozstrzelano”.


Kolejna relacja wygląda tak:

„Niemcy wywieźli z Wrocławia dużą ilość dzieł sztuki świeckiej i sakralnej (obrazy, rzeźby, szable, lichtarze wykonane ze złota i srebra). Przedmioty te zostały przewiezione dwoma samochodami ciężarowymi eskortowanymi przez wojsko niemieckie do miejscowości Pożarzyce II gdzie w tamtejszej żwirowni zostały zakopane w ziemi. Odbyło się to w ten sposób, że jeńcy wykopali dół dwa metry poniżej poziomu żwiru. Do dołu tego zostały złożone skrzynie drewniane zabezpieczone papą, w których znajdowały się w/w przedmioty. Przed zasypaniem zostały obłożone płytami betonowymi i zaminowane. Jeńcy zostali na miejscu rozstrzelani.”

I jeszcze jeden dokument:

„Z informacji tych wynika, że w lutym 1945 r. z kierunku Wrocławia do Pożarzyc przyjechał silny oddział SS z transportem skrzyń załadowanym na 4 ciężarówkach. Konwój ten zamierzał  przebić się do Bawarii lecz wojsko radzieckie stało temu na przeszkodzie. W tej sytuacji wzięto ze wsi kilka osób do pomocy i skrzynie zakopano w żwirowni. Mieszkańców wsi rozstrzelano, a oddział SS wycofał się w kierunku Łagiewnik, gdzie został ostatecznie rozbity. Jeden z uczestników w trakcie rozstrzeliwania został ciężko ranny, przeżył i opowiedział co ukrywano. Miały to być skrzynie z muzealiami, a wśród nich dużych rozmiarów scena biblijna z narodzenia Chrystusa wykonana ze złota lub mosiądzu o dużej wartości. Są podobno tylko dwa tego rodzaju dzieła na świecie z których jedno znajduje się w Izraelu, a drugie zakopane w Pożarzycach. X (zamazane) twierdził, ze dzieła te były wyjmowane ze skrzyń i układane w takim jakby grobowcu zrobionym z płyt betonowych, nakryte taką samą płytą i zaminowane małymi minami. Takich grobowców miało być cztery”.



„Informacje te Kaiser Horst uzyskał od rannego ojca biorącego udział w ukrywaniu skrzyń”.

Uzyskane dane musiały być na tyle wiarygodne, że w  1983 r. wytypowane miejsce zostało przebadane przez saperów z nadwiślańskich jednostek MSW. Działania te dały wówczas wynik negatywny.  Do tych dokumentów dotarli w ostatnich latach dziennikarze czasopisma Odkrywca, ale ich akcja także nie przyniosła rezultatów. Także i grupa badawcza Exploratora zajmowała się dużo wcześniej tym tematem – przebadane zostały wszystkie trzy nieczynne żwirowiska znajdujące się w pobliżu Pożarzyc, ale nasze zaplecze techniczne okazało się niewystarczające – nieużywane żwirownie już od pierwszych lat powojennych funkcjonowały jako wysypiska śmieci i ich gruba warstwa uniemożliwia uzyskanie jakichkolwiek sensownych wyników technicznych.

Ale może ktoś kiedyś będzie miał więcej szczęścia…

czwartek, 28 marca 2019

Poszukiwanie tajemniczych "Czarnych punktów"


W pierwszych latach powojennych Dolny Śląsk był kompletną Terra Incognita – Ziemią Nieznaną dla tworzącej się dopiero polskiej administracji. Większość dokumentacji albo została zniszczona w trakcie działań wojennych, albo przejęta przez Rosjan. Tym niemniej co jakiś czas udawało się natrafiać na interesujące materiały – jednym z nich była niewątpliwie mapa z zaznaczonymi w różnych miejscach czarnymi punktami – wydawała się na tyle interesująca, że w teren, dla ich sprawdzenia, został wysłany inspektor Wiesław Waligóra.


W jednym z  jego sprawozdań z wyjazdu weryfikacyjnego „w teren Szprotawy” (w dniach 16-19 grudnia 1946 r.) czytamy:

„Sprawdzenie według punktów na mapie (czarnych).

Ober - Leschen: w punkcie leży wytwórnia celulozy zajęta przez Zjednoczenie Papiernicze.
Zirkau: teren zajmuje Armia Czerwona
Nieder – Leschen: w punkcie znajduje się warsztat mechaniczny obecnie zdewastowany.
Boberwitz: obiekt zajęty przez Armię Czerwoną
Szprotawa: cztery punkty we wschodniej części Szprotawy zajmuje Armia czerwona, znajdują się tam lotniska, baraki i duże magazyny.
Klein – Polwitz: w punkcie wypadają magazyny amunicji, o remanentach tam znajdujących się informował ob. Czekański (pasy do spadochronów, metalowe skrzynki na amunicję).
Schadendorf: w punkcie nie znalazłem żadnego obiektu.
Liebichdorf: dwa punkty, lecz nie znalazłem żadnego obiektu.
Kaltdorf: w punkcie nie znalazłem żadnego obiektu.
Dobe: teren zajmuje Armia Czerwona.
Tschiebsdorf: dwa punkty
1) browar, kompletnie zdewastowany, w halach znajduje się bogaty remanent lotniczy (części płatów, aparaty elektryczne, klucze sztorcowe i widlaste, rury wydechowe, próbki załączam)
2) Holz – Wollefabrik Tschiebsdorf, obiekt całkowicie opuszczony, dwa budynki lekko zniszczone, urządzenia fabryczne prawie w komplecie, 14 specjalnych strugarek, 1 duża heblarka, dwie tokarnie, jedna maszyna parowa z kotłem mocy 110 koni.
Neuhammer: trzy punkty, miasto zajmuje całkowicie Armia Czerwona, olbrzymie magazyny części lotniczych i do czołgów. Na razie, przed opuszczeniem przez Armię Czerwona nic wywozić nie można.”



Podczas kolejnego wyjazdu w rejon Żar (18 - 21.03.1947 r.) Wiesław Waligóra, po sprawdzeniu czterdziestu następnych punktów doszedł do wniosku, że przedstawiają one stacje transformatorowe, bądź służące wojsku, bądź też obiektom przemysłowym.

Niestety mapy, na podstawie których inspektor wyjeżdżał w teren nie zachowały się.

Do wyciągniętych przez niego wniosków nie pasują właściwie tylko dwie rzeczy: w wielu punktach nie znalazł on żadnych transformatorów, śladów po nich, ani w ogóle żadnych obiektów, a po drugie, nie wnikał dlaczego tak wiele malutkich miejscowości czy wiosek, które sprawdzał, jest nadal, dwa lata po zakończeniu wojny, zajętych przez Armię Czerwoną.

środa, 13 marca 2019

Ukryty bunkier w Przesiece


Przesieka to niewielka wioska w kotlinie jeleniogórskiej, w eksploracji znana między innymi z tego, że w znajdującej się tam ongiś restauracji “Waldschlösschen” po wojnie znaleziono składowisko polskich dzieł sztuki - 9 lipca 1945 r. prowadzący akcję rewindykacyjną Witold Kieszkowski natrafił tam na 70 skrzyń i sporo luźno stojących obrazów. Trzy największe skrzynie, oznaczone M1, M2, M3 miały napis: “Lemberg” (Lwów) - “Matejko”. Były w nich między innymi tak znane dzieła jak “Unia Lubelska”, “Batory pod Pskowem” i “Rejtan”. Restauracja obecnie już nie istnieje - był to drewniany budynek o numerze 74, który, zaniedbany i opuszczony, został rozebrany w latach 80-tych.


Dekadę później (30 września 1993 r.) jeden z Autorów „Exploratora” otrzymał intrygujący list:
„Tak się składa, że ja wiem dużo na temat depozytów z banku Hirschberg. Otóż ojciec mój, działacz partyjny, został skierowany przez partię do Jeleniej Góry w celu, jak to się wtedy mówiło „zorganizowania i utrwalania władzy ludowej” (…). Ojciec, z polecenia władz zajął się przejmowaniem od Rosjan mienia poniemieckiego na terenie Dolnego Śląska, a szczególnie okolic Jeleniej Góry. Z tego tytułu jeździł ze swoją grupą po różnych miejscowościach, spotykał się z Niemcami, którzy jeszcze pracowali na różnych stanowiskach. Tak poznał doktora W. – Niemca polskiego pochodzenia, ożenionego z Niemką i od lat mieszkającego w Rzeszy. Otóż doktor W. , chemik, pracował w filii IG- Farbenindustrie w Jeleniej Górze przy badaniach nad jakąś bronią, prawdopodobnie rakietową. Ponieważ zbliżał się front Niemcy całą dokumentację  przechowywali w sejfach jeleniogórskiego banku.

Otóż pan W. twierdzi, że w przeddzień zajęcia Hirszberg przez Rosjan, Niemcy wywieźli z tego banku kilka samochodów skrzyń, w których prawdopodobnie była dokumentacja prowadzonych badań oraz złoto i inne walory.  Aczkolwiek pan W. opowiadając pozostawiał wiele niedomówień, jednak ojciec był przekonany, że on wiedział, gdzie transport został ukryty (…) Prawdopodobnie nasz wywiad wpadł na ślad działalności pana W. i został on aresztowany. Ojciec mój był wtedy ważniakiem i znał niektóre aspekty toczącego się śledztwa. (…)

Jeszcze jeden powód utwierdzał ojca w tym, że warto tego (ukrycia – przyp. Redakcji) szukać. Otóż w 1947 r. nadzorował akcję przesiedlenia ludności niemieckiej z terenu Dolnego Śląska do Reichu i w Cieplicach natknął się na Niemkę z dwojgiem chorych i głodnych dzieci. Załatwił im opiekę lekarską i dał dwa bochenki chleba i puszkę tuszonki. Niemkę tak to wzruszyło, że zaproponowała, że wskaże miejsce w Przesiece, gdzie pod koniec marca 1945 r. wraz z wieloma kobietami została przez SS-manów zmuszona do zasypywania ziemią i maskowania wielkiego bunkra. Określiła jego rozmiary gdzieś na dwadzieścia kroków. Ojciec zabrał ją samochodem do Przesieki i okazało się, że mówiła prawdę. Ojciec opowiadał mi, że za pomocą długiego pręta z ogrodzenia jakiejś willi nakłuwał ziemię i za każdym razem na głębokości jednego metra pręt napotykał na twarde podłoże.
(..)


Ja tam byłem z ojcem w 1952 r. , znam też położenie bunkra, aczkolwiek rosły na nim drzewa i krzewy, to jednak gdy wbijałem szpikulec w dwóch miejscach wskazanych przez ojca, za każdym razem natrafiałem na beton – szpikulec się giął (…) Ojciec doszedł do wniosku, że ta sprawa go przerasta ze względu na brak możliwości dotarcia do wnętrza bunkra w sposób niezwracający niczyjej uwagi (…)”. 

Podpisane: „Zorientowany”

I to tyle, jeśli chodzi o ciekawsze fragmenty listu, pełnego zresztą błędów ortograficznych. Oczywiście nasz Autor próbował skontaktować się ze „Zorientowanym”, ale mimo umieszczenia w ówczesnym „Słowie Polskim” ogłoszenia o żądanej treści więcej o nim nie usłyszeliśmy.

Na koniec jeszcze jedno zdanie z jego listu:
„Uprzedzam, że nie jestem filantropem, mam dwie alternatywy – albo Polacy zapłacą mi za mówienie, albo nawiążę kontakt z konsulatem RFN-u i Niemcy zapłacą mi za milczenie”…