Tematem Gór Sowich raczej się nie zajmujemy. Za wielu tam ekspertów, za mało szczegółowych danych i ogólnie zbyt tłoczno. Nie mówiąc o mnogości teorii, z UFO na czele. Wyjątkiem przez jakiś czas był zamek Książ, gdzie przeprowadziliśmy badania podziemi i samego zamku zakończone przekazaniem do administracji opracowania wskazującego jakie było planowane przez nazistów przeznaczenie obiektu i w którym miejscu ewentualnie można czegoś ciekawego poszukać. Jako że obalona zostały w nim większość sensacyjnych teorii, opracowanie zostało zamknięte na dnie szafy, bo zamki przecież żyją tajemnicami i duchami wałęsającymi się nocą, przy brzęku kajdan i chybotliwych płomieni świec, a nie jakimiś tam realiami.
Prokurator Palewski
(nazwisko, jak już wspominaliśmy zmienione) w trakcie swojej pracy na Górnym i
Dolnym Śląsku natrafiał między innymi na różne ciekawe sprawy związane z II
wojną światową a jednym z tematów, związanych z nim osobiście, było także „Riese”.
Bowiem jego Ojciec Bronisław skończył przed wojną szkołę oficerską, ale nie zdążył otrzymać patentu – wybuchła wojna. Został strzelcem ciężkiego karabinu maszynowego i podobno w pierwszych dniach wojny skosił, jako pierwszy, trzech Niemców na raz. Podczas okupacji był dowódcą oddziału Armii Krajowej a po zakończeniu działań, w 1945 r, osiadł w Piławie Górnej. Były to pierwsze dni wolności - mieszkający tam jeszcze Niemcy mieszkali na dole, a Polacy na górze tamtejszych domów; na piętrach przygotowywano stanowiska ogniowe – mieszkańcom zagrażali maruderzy rosyjscy i niemieccy. W Piławie Górnej stacjonowało też wówczas jakieś dowództwo radzieckie. Była tam gazownia i popsuł się jeden z silników elektrycznych. Rosjanie zabrali Bronisława, jako fachowca od elektryki, i zawieźli w góry, a po przejechaniu jakiegoś mostka, zawiązali oczy i wjechali do podziemi. Po, jak oceniał, około dziesięciu minutach od wjazdu dotarli do sporej, mocno oświetlonej hali, w której na regałach stała duża ilość silników elektrycznych. Jako, że nie wiadomo było który będzie pasował zabrano kilka i samochód wyjechał inną drogą – w pewnym momencie przejechali pod mocno szumiącym w podziemiach wodospadem i wyjechali w innym niż wjeżdżali miejscu – być może nawet w innej miejscowości. Później pojechali tam jeszcze raz, bo okazało się, że przywiezione silniki nie pasowały – do pomocy wzięto jakiegoś inżyniera – Niemca czy Rosjanina.
Palewski stwierdził, że może nam pokazać, gdzie ma być ta sztolnia, przez którą wjeżdżał jego ojciec. Na miejscu zaprowadził nas do… kompleksu Jawornik.
Raczej jest mało prawdopodobne, by tam mógł wjeżdżać w głąb góry samochód z jego ojcem - sztolnie nie są wystarczająco szerokie.
Ale być może któremuś z badaczy Riese ta krótka informacja
powie coś więcej?

