Poszukujemy - Odkrywamy

Poszukujemy - Odkrywamy

piątek, 24 lutego 2023

Tajemnice podziemnych fabryk

 Pod koniec 1947 r. zakończona została Akcja Rozbrojenia Linii Odry. Trwała około roku i miała służyć zebraniu informacji o ukrytych obiektach, przeprowadzeniu weryfikacji terenowych i zwózce „remanentów” nadających się do jakiegokolwiek użytku.
Badanie objęło 36 obiektów z czego jeden był całkowicie zniszczony, siedem znajdowało się w rękach Armii Czerwonej, pięć było niedostępnych i pięć w nieustalonych miejscach.

Obiektem całkowicie zniszczonym była świnoujska fabryka torped do łodzi podwodnych, znajdująca się na terenie leśnym, z której pozostały jedynie resztki budynków i trochę złomu.

W rękach rosyjskich były głównie fabryki amunicji, także ukryte najczęściej w lasach – w Sobótce i w Nowej nad Drawą na Pomorzu Zachodnim, w Potoku (Pattag) na Dolnym Śląsku, w Ustce (fabryka torped), w Antonówce koło Kamiennej Góry, w Dobrzyniu (Dobers, powiat Zgorzelec) i Chocianowie (Kotzenau w powiecie Polkowickim). 


Obiekty eksploatowane na przełomie 46 i 47 roku znajdowały się w miejscowości Kostrzyń – Dąb (na terenie leśnym mała tam być podziemna fabryka dalekopisów), w samym Kostrzyniu na terenie koszar, i w miejscowości Kostrzyń – Słońsk (także w lasach, gdzie były składy wojskowe). Użytkowane były wówczas także prochownie w Barści (Forst) i Krzystkowicach (Christianstadt). W Sulęcinie na ziemi Lubuskiej nadal działały podziemne fabryki wojskowe (zapewne na terenie MRU - przyp. Red). W Leśnej (Marklissa) znajdowała się fabryka sprzętu elektrotechnicznego i akta techniczne konstrukcji rakiet, w Trzebieni (Kittlitztreben) – fabryka cementu, a w Kędzierzynie - podziemny skład materiałów chemicznych. W opisywanym już na naszym blogu Lesie Krapickim na Opolszczyźnie znajdował się skład amunicji, a na liczne pozostałości części lotniczych natrafiono w okolicach Żagania.

Obiekty niedostępne do przeprowadzenia wówczas badań znajdowały się w miejscowości Łąki na Dolnym Śląsku i Dzierżysławiu (w opisywanej już przez nas kopalni gipsu) na Opolszczyźnie. Interesowano się także Głuszycą, gdzie, jak określono w dokumencie, jest 13 wejść do podziemi, z tego część niedostępna z powodu zawalenia wejść. W Bolkowie w podziemiach miał być skład narzędzi górniczych a w Starym Zdroju koło Wałbrzycha w lasach miały być podziemia o dwóch zawalonych wejściach. Domniemane podziemne fabryki miały być też w Kostrzyniu, Kędzierzynie, Goświniu koło Rebieńca (?) w rejonie Wałbrzycha, w Kowarach i w Lubaniu. W pobliżu Lubania, w zaminowanym lesie, miały znajdować się opuszczone samochody.

Po zakończeniu akcji napisanych zostało kilka podsumowań (te dane to fragmenty jednego z nich), nieliczne znaleziska przekazano stosownym ministerstwom, a dokumenty z czasem zostały złożone w archiwach.

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Tajemnica zamku w Kamieńcu Ząbkowickim

Budowa zamku, rozpoczęta w 1838 r. kosztowała równowartość 3 ton złota; inwestorem była Marianna Oriańska, córka Wilhelma, króla Niderlandów, która w spadku po matce - Wilhelminie - przejęła także odkupione po sekularyzacji dobra poklasztorne w Lubiążu, Henrykowie i Kamieńcu Ząbkowickim. Zamek słynął z utworzonych wokół niego przeróżnych systemów wodnych - stawów, fontann i wodospadów, do których prowadziły podziemne tunele, w których ukryci byli podczas pokazów operatorzy urządzeń; podobno najmocniejsza fontanna tryskała na wysokość 33 m. W okresie letnim obiekt był udostępniany turystom. 



Po zakończeniu II wojny światowej, 21 stycznia 1946 r. około godziny jedenastej wybuchł pożar w zamku. Milicjanci posłani na sprawdzenie zauważyli dwie Niemki i czterech żołnierzy Armii Radzieckiej kradnących materiały, deski, drzwi i papiery na opał. Jak później zauważono, była to część samowolnej grupy żołnierzy, trudnej do opanowania przez władze zwierzchnie, która dokonywała zadziwiających wprost, w rozmiarach, zniszczeń. W relacjach napisano: ”W konsekwentnym ich działaniu przebija silny upór i systematyczność w rozbijaniu wszystkiego, co przedstawia jakąś wartość artystyczną. Miałem możliwość podziwiać, jak ciężkie bloki marmurowe wymagające olbrzymiej pracy dla przesunięcia z miejsca rozbite leżą u stóp zamku, wyrzucone przez okna z drugiego piętra. Wszystkie rzeźby ogrodowe z wielkim nakładem pracy pościągano z piedestałów i przetoczono na kraj tarasów po to, by uzyskać efekt, zrzucając je i roztrzaskując na niższych kamiennych kondygnacjach tarasów”. 

W krótkim czasie zamek stał się ruiną.

Ale nie wszystkie tajemnice zostały w międzyczasie wyjaśnione. Kilkadziesiąt lat później ówczesna służba bezpieczeństwa zwróciła uwagę na jedną z relacji, jaka do nich dotarła: 

„Z zeznań świadka Jana Góralczyka zam. Łódź wynika, że w 1973 r. pracując w POM Kamieniec, poczta Bierkowice były powiat Kłodzki, na dziedziniec mieszczącego się tam zamku przyjechało samochodem dwóch obywateli FRN. Penetrowali oni przede wszystkim okolice pałacu, nie interesując się samym budynkiem. Szczególną uwagę poświęcili murowi oporowemu oddzielającemu dziedziniec zamku od parku. Według oceny świadka mur ten jest w tym miejscu zupełnie niepotrzebny, ma dziwny kształt i jak sądzi służy do zamaskowania jakiegoś schowka. Powyższe fakty wiążą się przypuszczalnie z rozmową, jaką wyżej wymieniony podsłuchał przebywając w zakładzie karnym w Rawiczu. Rozmowa ta – prowadzona przez dwóch więźniów oficerów Wehrmachtu dotyczyła znajdującego się w Kamieńcu schowka, w którym NN oficerowie niemieccy ulokować mieli NN materiały”. 

Owych NN materiałów nikt jednak później już nie szukał.

 



poniedziałek, 19 grudnia 2022

Henryków. Skarby pod zamkiem

 „Informuje kpt. Dymus, kierownik U.L. (Urzędu Likwidacyjnego – przyp. Redakcji) Ziembice.

W miejscowości Henryków (Heinrichau) znajduje się starodawny zamek oraz klasztor. Są pogłoski, że w zamku jest zejście do podziemi, oraz że załoga radziecka wydobywała stamtąd jakieś przedmioty. Zauważono również pojedyncze osoby cywilne wyprawiające się chyłkiem do zamku.

Również klasztor budzi zainteresowanie, ponieważ miejscowy ksiądz niemiecki (obecnie repatriowany do Rzeszy) starał się utrudnić jego zwiedzanie polskim urzędnikom. W korytarzach klasztornych znaleziono skrzynie z zabytkami muzealnymi z rozmaitych miejscowości w Europie (Ryga, Monachium), głównie ze sztuki kościelnej. Zostały one zabrane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki wg protokołu znajdującego się w U.L Ziębice. Stosunkowo nieznaczna ilość (około 1 wagonu) tych zabytków nasuwa przypuszczenie, że główne ich składy mogą znajdować się wewnątrz podziemi. Nie zostało stwierdzone, czy są to podziemia średniowieczne, czy też ruin zamku użyto do zamaskowania wejścia do nowoczesnych obiektów podziemnych, za czym przemawiałaby obecność pola minowego.”

Dokument z informacją kpt. Dymusa nie ma daty, ale wynika z niego, że już wcześniej polscy urzędnicy wywieźli dobra kultury zdeponowane tam przez Güntera Grundmanna, niemieckiego konserwatora zabytków prowincji dolnośląskiej.

Zorganizowana przezniego składnica umiejscowiona była w zespole budynków klasztornych; były to głównie zbiory rzemiosła artystycznego, ale także obrazy, w dziesięciu skrzyniach, przywożone tam od maja 1942 r. z muzeów wrocławskich. Ukryto tam również około 100 skrzyń zbiorów z Muzeum i Archiwum Diecezjalnego oraz z kurii metropolitalnej i katedry we Wrocławiu. Niemcy przewieźli później część zbiorów do Lądka, Kłodzka i Szczytnej, gdzie wiele z nich zostało zniszczonych i uległo rozproszeniu.

Stacjonująca w Henrykowie po wojnie jednostka radziecka zezwoliła na wywóz muzealiów dopiero w lutym 1946 r. Z początkiem marca wysłano dwa wagony zbiorów do Muzeum Narodowego w Warszawie, a archiwalia Muzeum Diecezjalnego wróciły do Wrocławia 4 czerwca 1946 r. Dla opieki nad resztą zbiorów w Henrykowie Stefan Styczyński utworzył tam później składnicę, kierowaną przez Stanisława Bogusz - Zończyka, która miała przejąć zbiory ze składnicy w Bobolicach, oraz zgromadzić znajdowane w okolicach zbiory rozproszone. Składnicę tę zlikwidowano rok później, wysyłając 22 sierpnia1947 r. kilka wagonów muzealiów do Warszawy, a część obrazów do składnicy muzealnej Ministerstwa Kultury i Sztuki w Bożkowie.

O ewentualnych ukryciach wykonanych w podziemiach zamku w Henrykowie, poza tą jedną notatką, nie wiadomo nic.

środa, 23 listopada 2022

Tajemnica zamku w Lipie

 Jedna z notatek polskich tajnych służb wspomina o zamku w Lipie koło Bolkowa:

„W miejscowości Lipa znajduje się średniowieczny zamek zakupiony przez mieszkankę Wrocławia ob. Rosowską Bognę – wdowa po wyższym oficerze SS.
Obok zamku znajduje się stara, zasypana kopalnia złota, której właścicielem był w przeszłości obywatel narodowości niemieckiej.
Z przeprowadzonych rozmów z mieszkańcami tej miejscowości wynika, że w zamku tym w okresie okupacji przebywali oficerowie SS i przed ucieczką z tych terenów zakopali w tym obiekcie samochód osobowy z ważnymi dokumentami”.

Zamek w Lipie został wzniesiony prawdopodobnie w XIV w. – pierwotnie była to wieża mieszkalna otoczona budowlami pomocniczymi. Pierwszą przebudowę – w stylu renesansowym przeprowadzili kolejni właściciele Lipy – rodzina Zedlitz. W 1821 r. część obiektu rozebrano, a materiały zostały wykorzystane w innych budowlach. Kolejną restaurację, w stylu neogotyckim, przeprowadził w XIX w. Rudolph von Stillfried – Rattonitz. Po Ii wojnie światowej zamek powoli był rozkradany i niszczał, aż stał się obecna ruiną.

O ukrytych przez oficerów SS w nim (lub obok) dokumentach nic nie wiadomo…



piątek, 28 października 2022

Żary. Tajemnicze podziemia

 Kolejny dokument z przepastnych archiwów Exploratora. Tym razem dotyczący okolic Żar w lubuskiem:

„Informuje kpt. Potocki, Szef Uzbrojenia 11 Dywizji – Żarów. Koło miejscowości Barszcz, o 3 km od dworca kolejowego na terenie o powierzchni ok. 8 km.2 znajdują się materiały: ok. 2000 beczek napełnionych nieznanym informatorowi płynem (przypuszczam, że są to chemikalia do produkcji prochu).

W okolicy mieszka robotnik zatrudniony podczas wojny w podziemnej fabryce amunicji. Informator rozmawiał z nim osobiście, a mjr. Bykow, szef Sztabu 11 Dywizji, zna jego adres”.

Barszcz, lub też Barść to Zasieki, do 1945 r. dzielnica Forst, na granicy polsko – niemieckiej.

„Do fabryki tej prowadzą tory kolejowe zakończone zapadnią, przez którą wagony dostawały się do podziemia.

Przy stacji Grabik (niedaleko miejscowości Żarów) znajdują się 3 wagony pustych baków prostokątnych (wymiar ok. 80x100 cm) z heretycznym zamknięciem ( w pewnej ilości brak pokryw). Baki te były opakowaniem do zapasowych ładunków prochu.

W miejscowości Kożuchów, w odległości 8 km. na południe od Żarowa mają się znajdować podziemne zakłady amunicyjne, zawierające maszyny, obrabiarki. Nikt tam nie wchodził. Teren zaminowany, jest tablica ostrzegawcza”.