Poszukujemy - Odkrywamy

Poszukujemy - Odkrywamy

środa, 12 sierpnia 2026

Na początek...

Blog  Exploratora będzie raczej nietypowy.
Co jakiś czas pojawią się bowiem na nim informacje, które trafiły do redakcyjnego archiwum, ale z różnych przyczyn nasze zespoły badawcze już raczej nimi nie będą się zajmować.

Eksploracją zajmujemy się bowiem od wielu już lat, za nami setki przeróżnych przygód, spotkań i wyjazdów w teren i teraz, jak określił to obrazowo jeden z kolegów, jeżeli za tematem nie przemawiają sensowne dokumenty, to naszych szanownych czterech liter do samochodu, w celu weryfikacji, pakować już raczej nie będziemy.

Poza tym swego czasu Marek Dudziak, założyciel magazynu „Odkrywca”, zwrócił nam uwagę, że jest chyba lepiej kiedy temat „żyje” niż kiedy dogorywa na dnie archiwalnej szuflady…



I jeszcze kilka uwag: 
  • z oczywistych przyczyn musimy utajniać (RODO) nazwiska informatorów,
  • nie interesują nas opinie, czy ktoś uważa zdobyte przez nas informacje za prawdziwe czy nie,
  • jeżeli ktoś chce dołączyć do zabawy prosimy o kontakt mailowy: explorer@ant.biz.pl; podeślemy temat do opracowania (oczywiście inny niż te z bloga), a później zaprosimy do naszej piaskownicy.

Ludzie z „Miasta”. Świat przestępczy na tropie skarbów

 Lata dziewięćdziesiąte były czasem swoistej gorączki poszukiwań dóbr ukrytych pod koniec II wojny światowej. Światek eksploratorów co jakiś czas obiegały zdjęcia wyciągniętych „fantów”, a już oliwy do ognia dodał przypadek z okolic Jeleniej Góry – wracający skrótem do domu po pijaku obywatel utknął jedną nogą w dziurze. Kiedy ją wyswobodził zainteresował się swoim butem, który został na dole, co było dla niego szczęśliwym i nieszczęśliwym trafem. W skrytce, która pod jego ciężarem się zarwała było siedem sztabek złota, świecznik i drogocenna biżuteria. Znalazca ów świecznik i kolię podarował szwagrowi a sztabki (każda o wadze około siedmiu kilogramów) posprzedawał złotnikom. Za uzyskane pieniądze kupił dom sobie i siostrze i zaczął balować. Złoto sprzedawał w Zielonej Górze, żeby być jak najbardziej anonimowym. Problem pojawił się przy jednej z ostatnich sztabek. Złotnik, któremu ją oferował miał jakieś kontakty z przestępcami i przy kolejnej dostawie prosił o przybycie dopiero następnego dnia, rzekomo, żeby mieć czas na zgromadzenie gotówki. Nazajutrz na szczęśliwca czekało dwóch przedstawicieli „miasta” który uprzejmie poprosili o wydanie sztabki i wskazanie miejsca, z którego pochodziła. Wkrótce „siedziały” na nim trzy grupy przestępcze – ze Szczecina, Zielonej i Jeleniej Góry.

Tyle wiemy z dokumentów, do których udało się dotrzeć. Nazwiska owego znalazcy i jego dalszych losów nie udało się ustalić.

 Po rozpoczęciu poszukiwań pierwszego „Złotego pociągu” - w Piechowicach - w tamtej okolicy na początku 1999 r. pojawiło się aż około dwudziestu grup poszukiwawczych, głównie z Wrocławia. Rok wcześniej na Dolnym Śląsku działała, na zlecenie mafii z Bydgoszczy, kompetentna, złożona z dawnych oficerów Służby Bezpieczeństwa, ekipa śledcza. Dotarła ona do praktycznie wszystkich osób znających te sprawy w Jeleniej Górze i okolicy.

Jednym z tematów, którymi się zajmowała były sprawy sprzętowe. Podobnie jak nasi eksperci wysłannicy „miasta” mieli mieszane uczucia co do działania amerykańskiego Omnitrona, ale mimo tego na podstawie jego wskazań jedna z ekip poszukiwawczych pruła górę w Piechowicach, w poszukiwaniu rzekomej sztolni idącej z poziomu drogi, od… góry góry (!).

Oczywiście grupa badawcza Exploratora przeprowadziła swego czasu testy także i tego sprzętu. By było w miarę obiektywnie pożyczono złoty pierścionek od jednej z kobiet, został on zakopany na terenie przypadkowego kawałka lasu i udzielono kobiecie instrukcji, jak urządzenie działa. Otóż wkłada się dwie sondy z cewkami zasilanymi z urządzenia w ziemię, po czym obchodzi je z różczkami hiszpańskimi (też podłączonymi do baterii). Różczki krzyżują się wskazując kierunek poszukiwań. Po kolejnym obchodzie powstaje linia, wzdłuż której idzie się, aż rzeczone różczki ponownie się skrzyżują. W wyniku tego owa kobieta znalazła swój pierścionek z dokładnością do pół metra! Jeden z kolegów skomentował, że to dlatego, iż płeć piękna zawsze znajdzie swoją własność. Inne próby nie były tak efektowne, choć znalezienie w kompletnie nieznanym terenie sporego kawałka blachy zakopanego pół metra pod ziemią zaburzało nasze wątpliwości. Sprzęt daliśmy do przebadania na Politechnikę Wrocławską. Okazało się, że najwartościowszym jego elementem jest torba fotograficzna Canona, skórzana, a w plastykowym pudełku był prosty generator fali prostokątnej. Wskaźnik pokazywał jedynie poziom baterii.


Wracając jednak do wysłanników mafii na Dolny Śląsk – plany mówiły o przekazaniu dwóch zamówionych magnetometrów lokalnym badaczom – dawnemu współpracownikowi SB i dziennikarzowi, by przebadali trzynaście wytypowanych przez nich miejsc. Wysłannicy uznali wówczas, że najciekawszą dokumentację ma Andrzej S. (swego czasu kontaktował się on z Exploratorem i pokazał miejsca znalezisk, dzięki którym kupił sobie dom). O wynikach ich współpracy z przedstawicielami mafiosów w dokumentach nie udało się nic znaleźć.

Niekiedy sprawy kończyły się smutno – tak jak Romana J. który miał dokopać się do skarbów w Bolkowie (wywieziono ponad pięćset ciężarówek urobku) i został zastrzelony pod swoim domem w Kowarach. Ponoć dlatego, że kasę wytracił, a złota nie znalazł.

Minęły lata, „ludzie z miasta” zniknęli z pierwszych stron gazet. Ale chyba nie do końca – jeden z naszych współpracowników po kolejnej zmianie władzy został zaproszony do ministerstwa w sprawie odzyskiwania zaginionych dóbr kultury. Wrócił zdruzgotany – przedstawiciel ministerstwa nie ukrywał, że mogą przyjąć patronat, ale na zasadzie, że za każde włożone dziesięć złotych będzie uzysk rzędu tysiąca. Jako prowizja do kieszeni urzędnika.

Tyle nie dają żadne giełdy. A zwłaszcza nie dają eksploratorzy.