Poszukujemy - Odkrywamy

Poszukujemy - Odkrywamy

czwartek, 26 maja 2022

Bunkry w Moszczance

 Z powojennych dokumentów archiwalnych:

„Powiatowa Komenda M.O. w Prudniku powiadomiła mnie o pewnym zaminowanym odcinku lasu za wsią Moszczanka (Wielkie Mosty, powiat Prudnik), w którym znajdują się bunkry. 
Po zbadaniu i zorientowaniu się na miejscu skonstatowałem:
W odległości 1 km od wsi Moszczanki między grupami lasów znajduje się odcinek lasu zaminowany jeszcze przez Niemców i ogrodzony drutem kolczastym (obecnie pozostały same pale i w pewnych jedynie miejscach druty).Z powodu gęstych zarośli tylko w jednym miejscu dostrzegłem bunkier w głębi lasu. 

Najcharakterystyczniejszą rzeczą jest to, że front tamtędy nie przechodził i Niemcy przez zaminowaniem lasu ewakuowali ludność ze wsi Moszczanki i Nowej Wsi. Zapatrywania na prace, jaką Niemcy musieli wykonać w tym lesie są zgodne (Ob. Wilk, mieszkaniec wsi Moszczanka, który przeżył całą wojnę na tym terenie i Pow. Kom. M.O. w Prudniku ob. por. Furgoł, który niejednokrotnie dociekał sedna tej sprawy).

W ciągu tygodnia Jednostka Wojskowa w Nysie ma odminować wyżej wymienione lasy.”

Dalsze losy działań na tym terenie w dokumentacji się nie zachowały.

czwartek, 28 kwietnia 2022

Tajemnice Bornego - Sulinowa

Borne Sulinowo to „najmłodsze” miasto w Polsce – zostało uroczyście otwarte, po kilkudziesięciu latach utajnienia, 5 czerwca 1993 r. Powstało jednak kilkadziesiąt lat wcześniej, w trakcie międzywojennej budowy niemieckiego systemu obrony znanego jako Pommerstellung. Było garnizonem o nazwie Gross Born, otoczonym terenami poligonowymi, na których ćwiczyły różnorodne zgrupowania Wehrmachtu, w tym armia generała Rommla przerzucona później do Afryki.

Po zdobyciu tych terenów przez Armię Radziecką miasteczko zostało utajnione jako „Wojennyj Gorodok”, otoczony czterometrowym murem, ze sklepami, placami zabaw, kinoteatrem i wieloma innymi udogodnieniami służącymi trzydziestotysięcznej populacji jego mieszkańców.

Pierwsi polscy mieszkańcy zasiedlili Borne w sierpniu 1993 r. (w domu przy alei Niepodległości 3). Od tamtego momentu zaczęły krążyć wśród nich opowieści o podziemiach i tajemniczych tunelach mających rozciągać się pod miastem. Jedną z pierwszych weryfikacji przeprowadził… radiesteta dr. inż. arch. Jan Kasiński z Poznania. Nakreślił całą mapę tuneli, sugerując, że wjazd do nich znajduje się w lesie poza granicami miasta (ciekawa koicydencja – czytaj na naszym blogu: Niemieckie tajemnice rosyjskich jednostek wojskowych – prawdopodobnie chodzi o rejon dawnego lotniska).

Natomiast największe tajemnice miały znajdować się w okolicach Klubu Oficerskiego. Jedne z pierwszych badań miało prowadzić Przedsiębiorstwo Budowy Kopalń Micon z Polkowic. Wykonane późnej przez firmę Ekokonrem próbne odwierty wykazały opór na głębokości około czterech - pięciu metrów.

W czerwcu 1996 r. firma Atrak wykonała badania geoelektryczne mające wykazać istnienie, lub nie, podziemnych budowli. W raporcie napisano między innymi, że wejścia do podziemi znane są niektórym zbieraczom złomu, ale z oczywistych powodów nie są oni skłonni ich zdradzać. Badania skupiono na terenie przyległym do Klubu Oficerskiego. Otrzymane wyniki wskazywały na duże prawdopodobieństwo występowania budowli podziemnych, ale nie były one jednoznaczne – bo podobne anomalie mogą być wywoływane budową geologiczną gruntu.



W lipcu na badanym terenie stanęły koparki, sprowadzone przez specjalistów z Wojskowej Akademii Technicznej nadzorowane przez płk Andrzeja Spychałę. Mimo wyrycia wykopu o bokach dziesięciometrowych i głębokości ośmiu metrów nie natrafiono na nic interesującego (choć niektórzy świadkowie tych działań zwracali uwagę na… but wojskowy, jaki miał wyłonić się na głębokości siedmiu metrów). Warto też chyba zwrócić uwagę na relację, jaka ukazała się 15 czerwca 1996 r. w lokalnej prasie – Tadeusz Zieliński z firmy Chemstal opowiadał bowiem dziennikarzowi: „Kiedy remontowaliśmy budynek, strop znienacka się zawalił i okazało się, że mamy ni to piwnicę, ni to sztolnię. W środku znaleźliśmy też dwa wagoniki. Dalej przejścia żadnego nie było, więc ponownie zabetonowaliśmy znalezisko”.

 Na zdjęciach:
Mapka wykonana przez radiestetę – Głos Koszaliński z 15-16.06.1996 r.
Fragment dokumentacji badań geoelektrycznych z czerwca 1996 r.
Dom Oficera na przedwojennej widokówce

środa, 30 marca 2022

Poniemieckie "Remanenty" podziemne. Część 2

Druga część syntetycznego opracowania inżyniera Mazura, który w latach 1946 – 1947 pracował w ówczesnej Państwowej Inspekcji Gospodarki Materiałowej we Wrocławiu, która prowadziła szeroką akcję wyszukiwania tak zwanych „remanentów” poniemieckich, czyli pozostawionych czy porzuconych dóbr, które mogłyby być w jakikolwiek sposób użyteczne w odbudowie zniszczonego wojną kraju.

Rejon Ząbkowice – Henryków- Ziębice

„Informuje kapitan Dymus, kierownik U.L. Ziembice (pisownia oryginalna). W miejscowości Henryków znajduje się starodawny zamek oraz klasztor. Są pogłoski, że z zamku jest zejście do podziemi, oraz, że załoga radziecka wydobywała stamtąd jakieś przedmioty. Zauważono również pojedyncze osoby cywilne wyprawiające się ukradkiem do zamku. Również klasztor budzi zainteresowanie, ponieważ miejscowy ksiądz niemiecki (obecnie repatriowany do Rzeszy) starał się utrudnić jego zwiedzanie polskim urzędnikom. W korytarzach klasztoru znaleziono skrzynie z zabytkami muzealnymi z rozmaitych miejscowości w Europie (Ryga, Monachium), głownie ze sztuki kościelnej. Zostały one zebranie przez Ministerstwo Kultury i Sztuki.

Stosunkowo nieznaczna ilość (około 1 wagonu) tych zabytków nasuwa przypuszczenie, że główne ich składy mogą się znajdować wewnątrz podziemi. Nie zostało stwierdzone, czy są to podziemia średniowieczne, czy też ruin zamku użyto do zamaskowania wejścia do nowoczesnych obiektów podziemnych, za czym przemawiałaby obecność pola minowego”.

„W miejscowości Ząbkowice znajdują się również ruiny zamku starodawnego z wejściem do lochów. Wejścia te mają być znane miejscowej M.O. Podobno były przypadki penetrowania tych podziemi przez ludność cywilną, która jakoby natrafiła na skład maszyn do szycia”.

„W miejscowości Ziembice szerzyły się pogłoski, że istnieje przejście podziemne z Ziembic do Henrykowa (10 km) z domniemanym zejściem z kaplicy, znajdującej się na ulicy Kurkowej w Ziembicach. Mieszkający w Ziembicach zdun nazwiskiem Paprotny zgłosił się do U.L. i powołując się na swoje polskie pochodzenie gorliwie zapewniał, że pogłoski na temat podziemi są bezpodstawne. Wkrótce po jego repatriowaniu się do Rzeszy ustalono, że Paprotny był sekretarzem miejscowego S.A. W U.B. Ziembice mają również jakoby informacje o podziemiach w rejonie Ciepła Woda – Ząbkowice.”

poniedziałek, 28 lutego 2022

Poniemieckie "Remanenty" podziemne. Część 1

 W latach 1946 – 1947 ówczesna Państwowa Inspekcja Gospodarki Materiałowej we Wrocławiu prowadziła szeroką akcje wyszukiwania tak zwanych „remanentów” poniemieckich, czyli pozostawionych czy porzuconych dóbr, które mogłyby być w jakikolwiek sposób użyteczne w odbudowie zniszczonego wojną kraju. Inspekcja, choć miała siedzibę we Wrocławiu, działała na całym terenie tzw. „Ziem odzyskanych” czyli południowo – zachodniej Polski.

Pod koniec działalności odpowiedzialny za te działania inżynier Mazur przesyłał swoim przełożonym zdobyte informacje, najczęściej powołując się na ich osobowe źródła, które, w razie potrzeby, mogły wskazać miejsce lub udzielić dodatkowych informacji.

W końcowych spostrzeżeniach pisał:

„Mniemanie, że zakłady podziemne rzeczywiście istnieją jest powszechne.

Typowe podobieństwo informacji z różnych źródeł i o różnych rejonach świadczy, że chodzi o zakłady podziemne zbudowane według jednolitej koncepcji („Linia”), a nie o obiekty sporadyczne.

Jest bardzo prawdopodobne, że zakłady podziemne istnieją z majątkiem dotychczas nietkniętym. Żaden z moich licznych informatorów wojskowych (polskich i radzieckich) i cywilnych nie słyszał o spenetrowaniu jakiegokolwiek obiektu podziemnego, co byłoby z pewnością głośne”.

Dziś publikujemy pierwszą część tabeli dołączonej do jego sprawozdania.

Z ciekawszych informacji z tej części tabeli można zwrócić uwagę na pozycję Racibórz – Cerekwia – informacja ta pochodzi od inż. Jagoszewskiego (delegata Ministerstwa Przemysłu w Gliwicach), który dodaje, że podziemna fabryka jest zalana wodą. Inny inżynier z tej delegatury (o nazwisku Kulig) sugeruje, że jest ona także zaminowana. W danych wojskowych widoczne jest pole minowe biegnące w rejonie Raciborza wzdłuż prawego brzegu Odry.

O rejonie określonym w dokumencie jako Strzegom – Jawor wspomina w swojej relacji inżynier Tołoczko z wrocławskiej ekspozytury Ministerstwa Przemysłu:

„Ludność opowiada, jakoby znajdowały się obiekty podziemne w miejscu, nad którym przechodzi autostrada. Podobno były próby wysadzenia przez wojska radzieckie. Z danych wojskowych widoczne jest pole minowe na odcinku Rogoźno – Jawor”.

Ciąg dalszy – w następnej publikacji.

środa, 26 stycznia 2022

Fabryka Kruppa w Jelczu

O ile pozostałości ogromnych zakładów Kruppa w Jelczu nie stanowią współcześnie specjalnej tajemnicy, zwłaszcza, że od 1952 r. produkuje się tam polskie samochody ciężarowe, o tyle w pierwszych latach powojennych co jakiś czas pojawiały się informacje o istnieniu także tajnych, podziemnych elementów tego zakładu.

W dokumentach IPN czytamy między innymi: „Jelcz. Zeznanie Janusza Puchały przed OKBZH dot. obozu w Ratowicach: Żydzi ci mieli pracować w zakładach Kruppa pod ziemią”

„Wg znajdujących się w naszym posiadaniu informacji można ją (podziemną fabrykę Kruppa) zlokalizować w rejonach czworoboku ograniczonego miejscowościami Jelcz – Nowy Dwór- Janików-Stary Górnik, czworoboku ograniczonego miejscowościami Minkowice Oławskie – Miłowice – Mikowice – Biskupice Oławskie.

Natomiast w tut. Archiwum Państwowym (wrocławskim) na jednej z niemieckich map z 1944 r oznaczonej jako tajne, jest zaznaczony obszar ograniczony miejscowościami Barucice, Rogalice a następnie biegnący około 3 km w kierunku południowo zachodnim. Fabryka ta w momencie ewakuacji miała zostać zatopiona razem z pracującymi tam więźniami, przy czym nad nią miał istnieć wojskowy poligon doświadczalny.

Wg informacji przekazanych przez ob. PRL pochodzenia czeskiego Dębskiego (były pracownik fabryki mający dostęp do części naziemnej) szczególnie interesującym powinno być podziemne laboratorium w rozległych halach, w których opracowywano nowe rodzaje broni rakietowej między innymi na bazie katiusz i pocisków V1 i V-2. Fakt istnienia tajnego obiektu zbrojeniowego potwierdził również ob. NRD – Barwisch”

„Z różnych źródeł uzyskano informacje, że w czasie II wojny światowej od roku 1941 w okolicach Jelcza rozpoczęto budowę podziemnych zakładów zbrojeniowych mających być filią koncernu Krupp. Fabryka była zlokalizowana w lesie (w przeważającej mierze sosnowym) między wsiami Jelcz, Stary Górnik, Janików, Nowy Dwór na terenie ograniczonym drogami Oława – Biskupice Oławskie, Oława – Jelcz, Jelcz – Laskowice Oławskie, Laskowice Oławskie – Biskupice Oławskie. Do podziemi prowadziły dwa, znajdujące się w lesie wejścia ogrodzone i pilnie strzeżone przez oddziały SS.

Woda do fabryki doprowadzana była z dwóch ujęć: z rzeki Odry oraz ze znajdujących się w pobliżu stawów. Nad zakładami na powierzchni ziemi usytuowany był poligon wojskowy, gdzie dokonywano prób wytwarzanych w zakładach Kruppa w Jelczu dział i pocisków rakietowych. Teren zakładów wraz znajdujący się na nim poligon był terenem zastrzeżonym – obowiązywał zakaz wstępu. Cały rejon był ogrodzony płotem z drutu kolczastego. W czasie nalotów cały teren był maskowany przez zadymianie. W podziemnej fabryce pracowali więźniowie obozów koncentracyjnych w liczbie 8 tyś. osób. Zakwaterowani oni byli w drewnianych barakach, które znajdowały się na terenie zastrzeżonym”.


Zdęcia: Zbiory NAC on-line